22 lipca 2014

June 2014: Wrocław

Zbieram się do tego, jak pies do jeża, ale w sumie to jest dobry pomysł, aby wrócić do tego bloga.

Czerwiec tego roku, był absolutnie niesamowity i szalony. To, co się działo ani przez chwilę mnie nie przerosło, ale nie spodziewałam się, że wszystko może się tak udać i że wszystko w ogóle się uda! Nadal żyję tymi wspomnieniami, a przecież właśnie szykuję się do następnych...

O samych przygotowaniach nie ma, co ględzić, bo wyszłoby to zbyt chaotycznie. Przejdziemy więc do rzeczy. Dostałam urlop i mogłam spełniać marzenia.

5 czerwca we Wrocławiu zagrali Linkin Park, z gościem specjalnym Fall out Boy. Ci, co mnie znają, wiedzą, że to był dla mnie koncert idealny! Linkin Park wróciło do Polski, po raz trzeci (byłam na wszystkich! Chorzów właściwie był moim pierwszym Linkinowym koncertem), a przed nimi miał grać mój drugi ulubiony zespół ever! Fall out Boy! Słucham ich od czasów "Infinity on High", aczkolwiek odrobiłam pracę domową i znam stare utwory. Kiedy się rozpadli, łkałam, że nigdy ich już na żywo nie zobaczę, bo przegapiłam swoją szansę. Potem cud się stał i zespół wrócił do siebie! Zatarłam ręce i powiedziałam sobie, że tym razem muszę ich zobaczyć, chociaż raz! A oni sami wepchali mi się do kraju! Jak mogłoby mnie to ominąć?

Jeszcze niezapełniona flaga linkinpark.pl z podpisami fanów
Pierwszy koncert Fall out Boy i dziewiąty Linkin Park: To musiał być wyjątkowy dzień! I był! Nasza strona linkinpark.pl zaangażowała się w kilka akcji na sam koncert oraz nawiązała współpracę z organizatorem RochStar. Dzięki temu udało mi się dostać akredytację i wreszcie mogłam wypróbować swój nowy aparat (tak, w końcu mam nowy aparat)! Wjazd za darmo i jeszcze mogłam robić zdjęcia! Na miejsce przyjechałam ok. 13, bo w sumie mnie się nie spieszyło i miejsca w kolejce zajmować nie musiałam. Znalazłam znajomych, przywitałam się, odetchnęłam i zaczęłam zbierać podpisy na fladze. Biegałam wokół stadionu chyba ze 3 razy. Wzięłam ze sobą tylko 3 markery i bałam się, że się wypiszą, tyle chętnych było! Z początku nie wiedzieli, co ja od nich chciałam, a potem już podchodzili hurtowo, zapewne głównie z ciekawości, co to znowu za zbiegowisko! Ciągle ktoś mnie zaczepiał, pytał o coś, nawet ludzie z zagranicy. Widziałam też sporo osób w koszulkach mojego projektu. Miłe :). Pytano mnie o flagę, koncert, organizację, m&g, wszystko. Czułam się, jak Pani Informacja. Ah, no i mówiono do mnie per Pani. Starość nie radość. Ale niektórzy skądś mnie rozpoznawali, zagadywali, znajome na wstępie dały mi kanapki, bo stwierdziły, że jestem głodna. I w takich klimatach minęły mi 4 godziny.

Moja przepustka prasowa, flaga na ręku i aparat ciążący na szyi!
Punkt 17:00 poszłam odebrać swoją przepustkę prasową, aby mieć to z głowy. I od razu wykonałam telefon do Kuby z RochStar, z którym miałam się skontaktować w sprawie m&g z Fall out Boy. Tak, miałam z nimi spotkanie, dzięki cudownym dziewczynom z Fall out Boy Poland. Z początku był jakiś problem odnośnie tego, że nie mam biletu wstępu, tylko akredytację, ale po krótkiej rozmowie wszystko się wyjaśniło i mogłam spokojnie iść na umówione miejsce. Tam stała już duża grupka fanów wraz z Kubą, który po szybkim sprawdzeniu obecności, wprowadził nas na teren stadionu (swoją drogą weszliśmy wejściem dla mediów). Trafiliśmy do pustego pokoju, gdzie na wstępie przedstawiono nam zasady spotkania: nie wolno nam nic. Zespół tak sobie zażyczył i koniec bajki. Jedyne, co nam przysługuje to zdjęcie DWÓJKAMI, a potem wsio i wypad. Kuba tłumaczył się, że to wytyczne zespołu, jakie podali ledwo kilka godzin wcześniej. No lipnie wyszło, zespół wszedł, rzucił szybkie cześć i kolejka do zdjęć ruszyła. Na zdjęciu jestem z dziewczyną, którą w tej kolejce poznałam. Nie narzekam, bo zgodziła się, abym stała koło Patricka, ale chyba zdjęcia z Marsami mnie rozpuściły. Nic, zawsze pamiątka jest. Po szybkim "Thank you very much", złapałam plecak i uciekłam. Z miejsca mnie "złapano", bo jako media miałam jeszcze udać się na konferencję prasową, która zaczęła się razem z moim m&g! Pan ochroniarz wraz z Kubą wzięli mnie pod skrzydła i zaczęli prowadzić z powrotem do budynku. Przy okazji wywiązała się krótka rozmowa odnośnie spotkań z zespołu i pan ochroniarz zaczął wspominać takowe z Linkin Park w Warszawie! Mówił, że bardzo mu się podobało i to było nieporównywalne. W Warszawie mnie nie było, ale po obecności na innych absolutnie potwierdzam!
Dumna reprezentacji redakcji linkinpark.pl zaraz po konferencji: Ja i Kozer w koszulkach mojego projektu
Konferencja prasowa trwała w najlepsze więc starałam się wejść, jak najciszej. Frajda była podwójna, bo nie dość, że nigdy na żadnej nie byłam, to jeszcze jednym z gości był kolega redakcyjny z linkinpark.pl: Kozer. Ja robiłam tylko zdjęcia, nie zadawałam pytań, chociaż pod koniec była taka możliwość. A potem Kozer został zaatakowany przez reporterów i udzielił jeszcze kilka wywiadów. Jeden był nawet telewizyjny, ale z tego co udało nam się ustalić, nie trafił do internetu. Kiedy już go puścili zeszliśmy razem (ja, Paula, która też miała akrę i Kozer) na dół, do pokoju dla mediów. Tutaj znaleźliśmy wszystkich fotografów, którzy jeszcze męczyli biednego chłopaka i pytali o różne rzeczy. Taki fejm. A potem zaczęła się główna zabawa!

Widok z trybun dla mediów, podczas koncertu Fall out Boy
Do fosy dla fotografów wpuścili nas 15 minut przed rozpoczęciem pierwszego koncertu. Barierki zajęte, ludzie niecierpliwie czekali, aż wszystko się zacznie. Nie ukrywam, że wszystko udzielało się także mnie: Zaraz miał wyjść jeden z moich ulubionych zespołów, którego nigdy wcześniej nie widziałam na żywo. I wyszli. I otworzyli "Pheonix". W tym momencie nie wiedziałam, co robić: Skakać i śpiewać, czy robić zdjęcia? Zdecydowałam się na kompromis. I do tego uśmiechałam do siebie, jak głupia. W swoim zwyczaju robiłam zdjęć najwięcej, jak się dało: Zawsze któreś wyjdzie. Tradycyjnie pozwolona nam na zabawę tylko przez trzy piosenki, a potem zagonili z powrotem za kulisy. Jak tylko dostałam się do pokoju, szybko chciałam się zorientować, jak się dostać na płytę, aby pobawić się na koncercie. Generalnie okazało się to problemem, bo mi nie wolno! Tylko trybuna dla mediów. Inaczej, jeśli jakimś cudem wejdę na płytę, mogę nie móc wrócić do mediów. Dlaczego? Jest to absolutnie bez sensu, bo przecież miałam przepustkę, ale nie dało się przegadać mądrej pani. Próbowałam też z Kubą rozmawiać, ale na niewiele to się zdało. Udałam się więc szybko na górę, aby jednak koncertu nie tracić! Nagłośnienie było takie sobie, ale przynajmniej obejrzałam większość występu. Ja się zawsze umiem bawić, zatem wyśpiewałam się, a jak tylko zeszli ze sceny, wróciłam za kulisy. I tu się okazało, że moje mędzenie o zejście na płytę przyniosło efekty, bo zaraz Kuba mnie zgarnął i oznajmił, że coś wywalczył. Najpierw wziął mnie i Paulę (no właśnie. Przecież ja cały czas byłam z nią!!) na stadion by pokazać wejście na płytę i porozmawiać z paniami przy bramkach. Najpierw wpuściła nas, z aparatami w rękach, a potem robiły jakieś problem. Szybki telefon i sprawa została załatwiona. Po powrocie do pokoju dla mediów dostałyśmy opaski na ręce i oficjalnie wolno nam było wejść na koncert Linkin Park. Takie zamieszanie, o takie nic. ALE! Zaraz potem z powrotem wróciliśmy do fosy i już czekaliśmy na gwiazdę wieczoru.
Mike Shinoda, na samym początku, kiedy jeszcze nikogo innego nie było na scenie
Jak wspomniałam, Linkin Park nie miałam zobaczyć po raz pierwszy, ale pierwszy raz miałam akredytację na nich. Postanowiłam więc dać z siebie wszystko i wynieść, jak najlepsze zdjęcia! Nawet na chwilę udało mi się wymodzić drabinkę, bo niestety swojej nie mam (a muszę kupić), więc strzelałam, jak głupia. Niestety z powodu długiego intro, które zostało potraktowane jako oddzielna piosenka, wyrzucono nas z fosy wcześniej niż powinno. Ale kiedy wielki ochroniarz zaczyna cię pchać i jeszcze zasłaniać obiektyw łapą, to niewiele masz do powiedzenia. Jednak nie powiem, ze zdjęć jestem zadowolona. Jak tylko trafiłam za kulisy, spakowałam plecak i z Paulą zaczęłam kombinować: miałyśmy już opaski na płytę, ale nie bardzo mogłyśmy na nią wnieść plecaków (absolutny zakaz robienia zdjęć na płycie!), a w pokoju dla mediów nikt nie odpowiada za pozostawione rzeczy. Paula jednak znalazła posterunek policji i ładnie poprosiła o przechowanie naszych sprzętów, a kiedy panowie policjanci się zgodzili, sprintem pognałyśmy do wejścia. Naturalnie tłum był wielki, miejsca takie sobie, widok żaden. Paula po jakimś czasie zrezygnowała i wróciła na trybuny, a ja dalej skakałam, do samego końca! Wybawiłam się porządnie, zespół zagrał super koncert i choć nadal widzę, że patrzą na Polskę spode łba (bez względu na to, co inni fani mówią i chcą na ten temat myśleć), to jak przyjeżdżać nie będą, to nigdy się do nas nie przekonają! Oczywiście, że rzucili hasłem: Wrócimy szybko! Ale, jak można takie rzeczy traktować poważnie, skoro trasa koncertowa nie zależy od nich tak, jak byśmy tego chcieli? Jak ich nie zaproszą, to nie przyjadą. Osobiście ten koncert uważam za sukces, zatem liczę, że jakaś kolejna agencja koncertowa się skusi i ściągnie ich z powrotem?

WIELKIM minusem całej imprezy był brak flagi na keyboardzie. Przyznam się, że przez emocje nie od razu zauważyłam. Zapomniałam, miałam inne rzeczy na głowie. Najpierw człowiek pół dnia biega pod stadionem po podpisy, aż wreszcie kij z tego wychodzi. Słyszałam aż 3 wersje tego, dlaczego tak się stało, ale najprawdopodobniej: ktoś zawalił, bo zapomniał. Nie wiem, czy w innych krajach to się zdarzało, ale pozostał niesmak. W Warszawie dostałam wręcz histerii, jak zobaczyłam wjeżdżający keyboard z flagą. A tym razem nic nie wjechało i Polska została bez flagi. Jedyne, co mnie pociesza to fakt, że jak wrócą, a raczej wrócą, zrobimy kolejną flagę i staniemy na głowie, aby jednak trafiła na swoje miejsce. Nadrobimy i jeszcze przebijemy! 
Plujący Czesiek: Takie zdjęcia zawsze wychodzą przez przypadek
Po koncercie szybko wróciłam do hotelu, dzięki Pauli, która mnie podwiozła, a o 6 rano miałam już pociąg powrotny. Musiałam szybko wracać, bo czekały mnie dalsze wojaże, ale o tym w następnym poście, a jeśli chcemy więcej zdjęć z koncertu, klikami w plującego Chestera, aby przejść do galerii!